Przyzwolenia. Złe chochliki.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie Beata Pawlikowska. A dokładnie jej ostatnie filmy, które wstawiła na swoim facebook’u. Skłoniło mnie też to, co dzieje się w mojej głowie i w głowach bliskich mi osób. Na film trafiłam przypadkiem, przeglądając tablicę facebooka. Filmik nosił tytuł  „słomiany zapał”, pomyślałam sobie, że to przecież idealnie dla mnie, bo ilekroć za coś się zabieram po chwili, dłuższej lub krótszej z tego rezygnuje. Stąd też zmiana mojego podejścia, od dłuższego czasu staram się wsłuchiwać w siebie. Szanować swoje wybory, swoje ciało i umysł. Kiedy czegoś nie mogę, nie chcę, kiedy coś nie sprawia mi radości rezygnuje z tego. Głównie dlatego, bo nie lubię marnować czasu i też dlatego, że jestem egoistką. Jeszcze niedawno myślałam, że to najgorsza moja cecha, że co z tego, że odkąd mieszkam w Hiszpanii ciągle się gdzieś spóźniam (wcześniej zawsze byłam na czas), co z tego, że smutki zajadam czekoladą (po której jest mi niedobrze), co z tego, że czasem nie panuje nad swoimi emocjami. Przecież najgorsze jest być EGOISTKĄ…  i to proszę państwa był mój największy błąd.  Bo widziałam w sobie tylko te złe rzeczy, słabości. A przecież takie zachowania tylko ciągną nas w dół, powodują, że czujemy się źle we własnym towarzystwie.. kiedy mieszkacie sami i w większości czasu jesteście sami ze sobą, to jak możecie nie lubić swojego towarzystwa? To prowadzi jedynie do smutków i może pewnie też doprowadzić do depresji. Może też spowodować, że staniesz twardo na nogach i zobaczysz, że samemu nie znaczy gorzej, słabiej, dziwnie.
Pani Beata utwierdziła mnie tylko w tym, że to co robię, to jak żyję sama ze sobą, ze swoimi bliskimi to właściwa droga, że tylko ja, że tylko Ty jesteś odpowiedzialny /odpowiedzialna za swoje życie.
 No bo popatrz, dlaczego siedzisz smutna? Dlaczego zajadasz się lodami nad filmem? Dlaczego nie pójdziesz pobiegać, dlaczego nie wyjdziesz na spacer ?
No bo „ jestem sama, samej/ samemu to się nie chcę, no bo jak to…”  więc nadal siedzisz na kanapie z pilotem w ręku i przełączasz kanały w telewizji, oglądasz kolejny odcinek serialu, łapiąc się za oponkę na brzuchu, myśląc „kurde znów przytyłam, no nic do następnego lata będzie lepiej” i zagryzasz kolejnego chipsa (autopsja ;)). I NIE, nie chodzi mi tu o nadprogramowe kilogramy nawet z nimi jesteśmy pięknymi, wartościowymi ludźmi. Chodzi mi o wolność umysłu, wolność wyboru. Zrozum, że nie jesteś skazana/ skazany wciąż na czyjeś towarzystwo, przestań czekać aż ktoś zadzwoni, aż ktoś coś Tobie zaproponuje. Jeśli rzeczywiście wyjście do kina samej/ samemu to powyżej Twoim możliwości. Nie rób tego. Nie rób nic wbrew sobie. To jest najważniejsze. Wsłuchaj się w siebie, jeżeli Twoja głowa podpowiada Ci, „ mam ochotę na spacer, mam ochotę złapać świeżego powietrza” ale za chwile myślisz „ samej/samemu to głupio, robi się późno, ciemno” jednym słowem szukasz wymówek … O tym właśnie mówi pani Beata, żeby „przełożyć rozum, ten wewnętrzny głos nad ciałem, nad tym głosem, który negatywnie Cię nastraja do jakichkolwiek działań”.
 To nie jest łatwe. Wiem, bo to jest to, nad czym pracuję każdego dnia, z czym walczę z uporem maniaka. Nad tym, żeby udowodnić sobie, że samemu nie znaczy, że jestem gorsza, że jestem nudna. To znaczy, że jestem swoim najlepszym kompanem, że nie potrzebuje innych na spacerze czy w kinie, żeby się dowartościować.
 Nie.
Jestem wartością w samej sobie. I mam siłę. Nawet nie wyobrażacie sobie w ilu sytuacjach, w życiu zawodowym i codziennym mi to pomogło. To, że myślę pozytywnie, to że wiem, że jeśli sama czegoś nie zrobię to nikt mi w tym nie pomoże że staram się walczyć ze swoimi słabościami ale też kiedy trzeba pozwalam sobie na nie i wyję do księżyca,.. ale wtedy też wiem jedno, najważniejsze. Wiem do kogo mogę zadzwonić, do kogo napisać. Kto będzie mi współczuł, a kto mnie postawi do pionu. Daj sobie pozwolenie na słabość, na radość, na bycie egoistą, na bycie sobą, nie udawaj. To samo tyczy się mojego wyglądu, odkąd pamiętam walczę z kilogramami. Pierwszy raz odchudzać zaczęłam się w gimnazjum i do dziś walczę. W sumie nie. Walczyłam. Nie odchudzam się, po prostu w końcu zaakceptowałam siebie, taką jaką jestem. Jem zdrowo, czasem owszem zjem czekoladę, najem się lodów… ale robię to bez najmniejszych wyrzutów sumienia, bo jem śmieci kiedy czuję, że mój organizm tego potrzebuje i żadne jabłko tego nie zastąpi. Wiem, że moje nadprogramowe kg to moja wina, bo sobie pozwalam, bo nie robie treningu codziennie, bo codziennie zaczynam dzień od dawki hormonów, które mają duży udział w mojej wadze. Wcześniej głównie zrzucałam to na tarczyce, obwiniałam ją za to, ze muszę brać leki, które powodują, że dupa mi rośnie. Ale przestałam. Bo jem zdrowo, biegam, ćwiczę, spaceruje… wszystko to co mogę, żeby wyglądać lepiej i wyglądam. Może nie dla innych, ale dla siebie każdego dnia, po każdym treningu widzę, że wyglądam lepiej, że przede wszystkim czuję się lepiej. Tabletki ? Nie mogę przestać ich brać samowolnie, wiem że muszę codziennie rano pamiętać, żeby po przebudzeniu przełknąć ten mały krążek. Tarczyca jest zbyt ważna, żeby ją bagatelizować. Więc co ? zaakceptowałam, że przez najbliższe lata, może nawet zawsze już dzień będę zaczynać od eutyroxu…
Co chce przez to powiedzieć? Że to, jak będzie wyglądał każdy Wasz dzień, wasz humor, podejście do życia zależy w głównej mierze tylko od Was, od Ciebie samej/ samego. Przestań proszę uzależniać swoje szczęście od innych. Pozwól sobie wsłuchać się w siebie, nie bój się powiedzieć „nie” albo „tak” kiedy masz na to ochotę.
Spróbuj, zobaczysz że życie może być piękniejsze, kiedy zaczniesz żyć w zgodzie ze sobą…
 
Nie bawię się tutaj w psychologa, nie chce żebyście źle mnie rozumieli. Niczego nie chcę Wam narzucać, ale wiem że czytają to osoby, które tego potrzebują. Osoby, które  potrzebują zobaczyć, że nie są same. Znacie mnie. Większość z Was od dawana, większość prawie w ogóle. Ale jeśli chcecie, to wiecie jak do mnie dotrzeć, jeśli macie jakiekolwiek pytania, problemy, najwzyczajniej w świeci potrzebujecie pogadać… here I am !
Ten tekst jest napisany dla mnie samej, żebym w gorsze dni, taki jak dziś nie zapomniała ile drogi i  ile ciężkiej ale i owocnej pracy mam za sobą. Ile jeszcze zakrętów, jaskiń, zakamarków i słonecznych dni przede mną.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s